Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Już niedługo, coraz bliżej, już za chwilę...
Nie radzę sobie ze stresem...Kurwa. zarwane noce. Rano wstaje i wymiotuje po śniadaniu...Dzisiaj ręce mi się trzęsą, tak się tym kurwa przejmuję...Tylko o tym myślę. Muszę zdać, nie ma innej opcji...Ale ile ja się uczyłam? Wielki nic, wielkie zero, wielkie gówno...
Wkręcam sobie krzywe filmy, że wszystko oblałam. Boże jebią mnie egzaminy zawodowe, ale ta matura jest zajebiście ważna. Na pielgrzymce nawet się nie pomodliłam...Może babcia coś dla mnie wymodliła...Głupia siedzie i płaczę. Włączyłam sobie jeszcze Czerwone Gitary, ta piosenka zajebiście poprawia humor..."Znów za rok matura". Nie radzę sobie...Przewińmy czas, chcę być w Ustce. To jest najgorsze, wolałabym chyba jeszcze raz zacząć...Ja sobie z tym nie radzę, muszę kupić jakieś tabletki uspokajające...Jak teraz tak się zachowuje to co będzie w poniedziałek?
4 dni, polski, następny dzień ang, poźniej ustny polski, w następny tyg biologia, środa ustny ang...A sobota wypierdalam stąd. Już są turyści :), ładna pogoda. Byłam wczoraj w szkole, pół mojej klasy było, wszyscy mają wyjebane, nie wiem odnoszę wrażenie, że nikt się nie stresuje...A ja chcę iść w tym roku na studia...Chcę wyjechać do Sopotu, jak nie zdam to zostanę tutaj na jakimś stażu pewnie, najgorsze to siedzieć bezczynnie i nic nie robić. Nie chcę tak, jak nie zdam to wyjadę gdziekolwiek i będę robiła cokolwiek.
Jeszcze ten idiota mnie męczy...Żałosny jest.NIe wiem straszy mnie, kurwa co za koleś, mam na niego wyjebane. No w sumie nieźle go pojechałam, miał prawo się wkurzyć, ale może w końcu się odczepi...Idę się wykąpąć.